>> poniedziałek, 5 stycznia 2009 15:49:32 Bo za dużo tu wspomnień,
za dużo napisanych myśli
za dużo dobrych i złych słów,
więc nie kasuje...
www.b-a-n-a-n.blog.pl komentarze [2]
>> środa, 5 listopada 2008 19:08:02
Znów się opuściłam ;p
Postaram się napisac coś jak najszybciej...
Na razie musicie zadowolic się tym że żyejmy. Z siwym dobrze, chłopak ciężko nie pracuje, mimo iż teraz straszny szpital u nas w stajni...
Wybieramy się z 'mym' boskim na hubertusa dla młodzieży 15listopada do SKJ-tu, także będzie można nas tam spotkac.
Treningi skokowe ostatnio odpadły- jak co roku w tym czasie, jeździmy podstawy, w których u mnie masa braków i stąd głownie są błędy ;p
Ale moja praca nie idzie na marne, siwy już tak strasznie się nie buntuje, więc jest dobrze.
Póki jest on, jestem ja. Po prostu cieszymy się sobą :) komentarze [0]
>> piątek, 10 października 2008 11:09:34 Dodano 11.10.08r.
Piątkowy trening, męczący strasznie, ale jak przyjemnie męczący :D
Jeździłam tyle drągów na kłus i galop jak nigdy. Trochę jaśniej mi się w głowie zrobiło, mam kilka odpowiedzi na pytania. Koń w sumie całkiem nieźle, ja też już wiem co mam robic, ale nie zawsze wychodzi.
Dziś zamiast jazdy lonżowaliśmy się. Do kłusa było okej, przejścia całkiem dobrze. Z galopem tragedia no obie strony pojechałam sobie kilka metrów po piachu. On przyspieszał, wyciągał, krzyżował. No ale ostatecznie wyszło nam po dobrym spokojnym zagalopowaniu i przejściu do kłusa.
'Potrzebuje zamętu. Czegoś, co zmusi mnie do określenia się na nowo.'
No i mamy jesień, kolejne konie opóściły naszą stajnie. Motyl sprzedany, pozostał po nim pusty boks i wielki smutek. Mam nadzieje że jest szczęśliwy i że jeszcze kiedyś go zobacze. Iduma również wyjechała.
Z siwym nam nie idzie ostatnio, cofneliśmy się o jakiś miesiąc jak nie więcej. Uświadomiłam sobie również, że oprócz tego że jest spokojny to nic nie umiemy. Treningi ostatnio też różnie. Jedne był naprawde dobry, zero wyłamek i zero zrzutek, ja zaczęłam się rozluźniac to i kon inaczej szedł, generally very positive. Natomiast następny to masakra. Zero reakcji na łydke, piewszy najazd stopka... Później tylko zrzucaliśmy. Zmieniliśmy ustawinie przeszkód, ustawiliśmy szereg. Na szeregu to popełnialiśmy błąd za błędem. Psuło się już na zakręcie i w sumie tylko koń ratował się i skakał wszystko. Wysoko nie skaczemy, czasem uda nam się coś metrowego skoczyc a tak to uczymy skakac sie pitki.
I jakieś maziaje z wcześniejszego
W ogóle dla niewatajemniczonych miałam dzierżawic siwego, ale ostatecznie tata podjął decyzje że nie będzie mi płacił za konia, który mnie praktycznie nic nowego nie nauczy.
Najgorsze co może byc- głowa do góry...
W ogóle to tęskni mi się za innym życiem, treningi, zawody, flo. A wydawało mi się że mogę sobie w mówic że po co to. A jednak nie.
Kończe i uciekam na trening ;) komentarze [0]
>> sobota, 20 września 2008 23:13:30 Tak jak pisałam, żyje.
U nas dobrze, z siwuchem zmieniamy wędzidełko na zwykłe w przyszłym tygodniu ;]
Mieliśmy trening skokowy, który całkiem nieźle nam poszedł zakończyliśmy na dublebarku metrowym,
z wcześniejszą jedną zrzutką. I ja pozbierałam się do kupy i koń przez moją poprawe inaczej szedł.
Dziś z A. przez równe 10 minut robiliśmy 50 zagalopowań, da się wykonac taką ilośc. Chociaż myślałam że siwuch
mnie zje. Ilośc zagalopowań na złą nogę była duża- pocieszający jest fakt że większośc mimo wszytsko była na dobrą. Ze
wszystkich zagalopowań kilka były naprawde super, gdzie bez problemu zrobiłam przejście kłus galop kłus. Po całej akcji
'zagalopowania' koń był super inaczej szedł, ogólnie mnie pozytywnie zaskoczył :D
Jakieś Gambisiowe tuptanie jeszcze w Karpówce.
Siwy daje mi bardzo wiele radości, nawet przyjeżdżanie do stajni znów zaczęło sprawiac mi totalną przyjemnośc.
I tego się trzymam.
Zdjęcia z treningu dorzuce następnym razem bo narazie ich nie mam. komentarze [5]
>> czwartek, 11 września 2008 19:45:43 żyję! komentarze [0]
>> czwartek, 28 sierpnia 2008 22:24:41 Na końcu świata i na lewo,
niestety już wróciliśmy.
W Karpóce spędziłam ponad 5 tygodni. Głównie jeżdżąc konno.
Siwego jeździłam głownie ja, z małymi wyjątkami.
Siwy buntownik nawet trochę się uspokoił. Ale czasem pokazywał rogi i swoje czane oblicze :P
Ćwiczyliśmy i nadal cwiczymy poprawne zatrzymania, zwroty na przodzie i cofnięcia, z gimnastycznych jeździliśmy pajączka, drągi po łuku, szeregi gimnastyczne i wiele skoków po drągach.
Wiele nie skakaliśmy, w pierwsze 2 tygodnie jakieś pitki. Dopiero na 'zgrupowaniu' były 2 treningi skokowe, na których siwus nie zrzucił nic i nie wyłamał, a skakaliśy jak na nas wysoko bo metróweczki, później na gimnastycznych troche gorzej, ale to głównie przeze mnie.
Zmienilismy również działaie wielokrązka na lżejsze, niebawem może zmienimy na jakieś zwykłe ;). Siwy w prezencie dostał ochraniacze na tyły ode mnie.
Rozpisywac mi się wybitnie nie chce, wiec zdjęcia.
Przez pierwsze 2 tygodnie róznież męczyliśmy drążki na kłus, które wychodziły bardzo dobrze :D
Nie zabrakło prób szargania mnie w galopie
ale zazwyczaj stawało na moim
Pierwsze zapoznanie z Karpówkowymi choinkami :P
oczywiście pojechaliśmy również w nasz wspólny teren, konik bardzo dobrze się spisał.
Dzięki kochanej A. Minaret zaczął chodzic na lonży
Udane i mniej udane skoki
pajączek...
fot. Sylwia, Misia, Pysia, Paulina
P.s Czekam na jeszcze 2 płytki, więc zdjęc będzie sporo ;]
c.d.n komentarze [4]
>> poniedziałek, 7 lipica 2008 19:16:34 Dodano prawie 03.08.08r.
Dopiero co wróciłam, a już wyjeżdżam :)
Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Praktycznie codziennie jeździłam Minareta, raz wsiadła P. i raz po mnie p. M. W sumie to jestem i z niego i z siebie zadowolona, przez to że już nie wyrywa i coraz rzadziej ciągnie, kontroluje swoją sylwetkę. Dzięki A. siwuch zaczął chodzic na lonży i coraz lepiej mu to idzie, nawet ja go lonżowałam trochę. Tak jak pisałam, ani razu nie wyrwał, jeździmy sobie między choinkami za ujeżdżalnią przed i po pracy. Drążki na kłus też fajnie nam idą. Zagalopowanie i galop na lewo, może być, chociaż i tak zdarza się nam pomylic nogę. Na prawo jest źle. Ale staram się kończyc galop na prawo z dobrej nogi. Czasem nawet coś się rozluźni pod koniec, ale to też różnie. W galopie raz ciągnie, raz idzie naprawdę fajnie, a jeszcze innym razem muszę bardzo aktywnie działac wewnętrzną łydką.
Różnie też jest z moją wewnętrzną łydką, na którą czasem w ogóle nie reaguje. Ćwiczyliśmy trochę zwrotów, cofnięc, coraz lepiej nam wychodzi zakłusowanie ze stój. Ogólnie coraz bardziej przywiązuje się do niego, jest mi bardzo wygodnie na nim. Co do skoków to bardzo mało i nisko skakaliśmy. Z galopu to ciągnął strasznie, ale daliśmy radę, najważniejsze jest to że nic nie zrzuciliśmy i zero wyłamań jak na te kilka skoków.
Zamówiłam siwemu ochraniacze na tył tattini czarne, bo mamy jakieś na wykończeniu już.
Zdjęc jest masa, ale zanim dostane od wszystkich płytki ze zdjęciami to trochę czasu minie.
Na koniec wakacji będziecie mieć bombę zdjęciową :P
Tym czasem żegnam Was i trzymac kciuki za mnie i siwego :P
Dodano 20.07.08r.
A więc tak:
Sobotni dzień spędziłam w Kozłowie na zawodach. Chyba zacznę omijac takie imprezy z daleka… Jak tylko dojechaliśmy na miejsce, pomyślałam sobie co ja tu robie? Wielu znajomych pytało się gdzie mam konia… Chyba nie ma co ukrywac że wszyscy moi znajomi jeżdżą cały czas na zawody i pną się do wyższych klas… Żal mi siebie…
U konia byłam w środę, piątek i niedziele. W niedziele jeździliśmy masę drągów na skracanie wydłużanie. Koń się trochę zdziwił ale ogólnie byłam z niego zadowolona. Galopowaliśmy- ale to był koszmar, najlepsze jest to że mojej mamie się podobało xD. Nie ma to jak rodzice którzy znają się na rzeczy :P.
Dziś już wyjeżdżam, miały być zdjęcia, ale nie dostałam żadnych.
Ciekawe co przyniesie przyszły miesiąc, już się nie mogę doczekac ^^
Udanych wakacji życzę ;)
W pełni wakacyjnie :)
Uwielbiam dzni bez szkoły :D
W stajni bywałam codziennie, siwego przez ostatni czas jeździłam bardzo często. Wróciliśmy na wielokrążek... fakt faktem już lżej zapiąc się nie da. Jak będzie grzeczny to zamierzam pozbyc się łańcuszka. Miałam 'osobisty' trening z p.D. poskakałam szereg z kłusa na jedną fule, nisko było i nawet ja wreszcie dupskiem usidłam w siodło, a to już dużo :D. Siwy raz lepiej, raz gorzej, natomiast ja bardzo źle. Nie ma co ukrywac cieżko jest, ale będzie dobrze :D
Był jeszcze trening z trenerem, krzyzaki z kłusa wymiataliśmy- pomogl nam poprzedni trening (z szeregiem z klusa). A później inne skoki to było pogrążanie siebie... stacjonaty z galopu po drągach wyłamywał, ciągnął, leciał jak głupi a ja latałam tylko w siodle... Lini też nie skoczyliśmy, jechałam parkurek, ktorego tez zostawie bez komentarza no i tyle.
Koniki wyprowadziły się już do Karpówki, siwemu chyba się podoba :D Chodził po łące, tarzał się i był szczęśliwy. Wczoraj go pojeździłam już w Karpówce, o dziwo był bardzo grzeczny :) Tylko znów zaczęły się bunty z zagalopowaniem, ale doszliśmy do porozumienia. Tylko ciężko mi jest galopowa w pełnym siadzie bo wtedy ciągnie bardzo... O i A będą się nim zajmowały a ja jade do niego już w środe i chyba wsiąde na niego.
Od 21 lipca mnie nie ma ponoc miesiąc, będziemy się z siwym katowac wzajemnie :D:D:D już się doczekac nie mogę :)
>> czwartek, 19 czerwca 2008 22:14:30 Dziś bez zdjęc, aparat pojechał do naprawy :P
Od zawodów wiele się nie działo, więc nie pisałam.
W niedziele jeździłam Grafita, całkiem dobra jazda, tylko że nauczył się galopowac od wodzy… robi to co Kaśka tylko że ona od wodzy zmienia nogi.
Wreszcie znajdując czas zajęłam się siwym. Pochodził trochę na lonżowniku, zrobiłam kopyta bo już był najwyższy czas i w środę wsiadłam. Był bardzo grzeczny, ani razu nie świrował, praktycznie wszystko pod kontrolą. Przy okazji ciocia O. przycięła mu grzywę i wygląda wreszcie jak koń. Dziś dostał nowe siodło z osprzętem.
Również dziś pierwszy trening po zawodach, było strasznie…
Kobyłka skakała wszystko, a ja chrzaniłam reszte… Na razie krok do przodu, dwa w tył. Trener stracił cierpliwośc, jeszcze takiego złego to go nie widziałam.
Jutro też jeżdże siwego, zobaczymy czy to tak jednorazowo był grzeczny.
Na 90% wyjeżdżam 21 lipca do Karpówki, na 2 tygodnie a później mamy turnus klubowy, który szumnie został nazwany zgrupowaniem :). Jak trener ma dzień w dzień u nas byc to trzeba nauczyc się do tego czasu jeździc :P
A tak w ogóle to P. przypomniała mi że rok temu, właśnie dzień przed zakończeniem roku szkolnego, miałam trening z p. P. na Chubenie i skakałam swoje pierwsze metrowe przeszkody w tym takiego fajnego oksera. Musiał mieć dobry dzień bo wtedy ani razu nie wyłamał, fakt faktem skakałam w wielokrążku a to też trochę dało.
No i takim oto akcentem kończę moje wypociny :)
>> środa, 11 czerwca 2008 13:57:45 Tyle zamieszania z zawodami, a to już po :P
Mimo iż nabawiłam się anginy i siedze do końca tygodnia bez koni to warto było.
W piątek z braku czasu nie jeździliśmy, zajeliśmy się ostatnimi przygotowaniami do zawodów. Koniem zajęłam sie wieczorem, a swoim sprzętem w nocy o północy :P
W ogóle dostałam też udaru, więc noce między zawodami miałam nieciekawe...
W sobote jechałam 2 razy debiuty. Na rozprężalni, jak zwykle ciągneła, skoczyłam po razie stacjonate i oksera, było dobrze. Parkur łatwy, przeszkody niskie, tylko pytanie czy koń pójdzie. Pierwszy przejazd- porażka ;D. Na jedynce stopa, poprawiliśmy na zero, dwójka zero no i kobył mnie wywiózł z parkuru czy eliminacja. Drugi przejazd już lepiej, ukończony na 4 pkt za zrzutke i w normie czasu. Pojechałyśmy skutecznie, wiadomo stylowo zchrzaniłyśmy sprawę, szczególnie ja, bo za każdą próba przyklejenia się do siodła dostawałam po kręgosłupie (a teraz mnie boli ). Później jeszcze miałam decydowac czy jade open w sobote. Zrezygnowałam, myśle że dobrze zrobiłam, choc zawsze pozostaje ciekawośc co by było gdyby :P
Niedziela, trudniejszy parkur już niby wszystko skakaliśmy na treningach oprócz potrójnej lini, ale dla kobyłki to straszne nie było szła jak zła :P
Jechałam 2 razy debiuty i raz open. Pierwszy przejazd na czysto, drugi na 4pkt- zrzutka w tej potrójnej lini z mojej winy. Wyjechałyśmy do dekoracji :]. Na rundzie honorowej nic nie wariowała co mnie też pozytywnie zdziwiło. W opence wysokości w góre, parkur ten sam tylko zrobili triplebara i stwierdzilam ze jak skoczy wlasnie jego to juz tylko linia moze nas zjeśc. Jednak ukończyłyśmy, zrzutka była na jedynce i w potrójnej lini. Openke ze wszystkich 5 przejazdów najlepiej mi się jechało.
Zchrzaniłyśmy również zakręty, na których wodze poszły w ruch... inaczej nie dawałam rady.
Przeglądając również zdjęcia zaskoczyło mnie przeciągnięte wędzidło na jedną stronę, możliwe że to też przez jej falowanie przed przeszkodami.
Niektóre skoki oddała naprawdę dobrę, niektóre zchrzaniłyśmy razem, ona czasem zapominała o nogach. Mimo iż jestem strasznie poobijana to z kobyłki jestem strasznie zadowolona.
Dziękuje mojemu boskiemu luzakowi- O., K. która pożyczyła mi swoje strzemiona, oraz całej reszcie za pomoc :*
Zdjęcia: Izydor. A. Tęcza, Ola K, Groszek
Z soboty:
Z niedzieli:
debiuty:
a tu już openka
płaski skok i zrzutka na jedynce
no to chyba tyle, zdjęcia ponoc jeszcze jakieś mają do mnie dojśc, jak coś to wrzuce :)
>> czwartek, 5 czerwca 2008 22:59:47 Witam was moi drodzy, na wstępie pragnę przeprosic za moja dośc długą i nietypową nieobecnośc. Dużo się dzieje czasem nawet tego nie ogarniam.
Przygotowania do zawodów pełną parą, bo to za 34 godziny, o kurde juz za 34 :D
Jade na Kasi, koń normalnie z każdym treningiem zaskakuje mnie ogromnie. Oczywiście w sensie pozytywnym.
Tydzień temu poszaleliśmy na treningu, przytupywała strasznie, ale to tylko z mojej winy. Ale już wiem co robie źle i staram się to eliminowa jak tylko się da. jechaliśmy jej pierwszą linie po łuku i to 80cm super poszla jak na pierwszy raz. Troche pozrzucaliśmy, ale ogólnie na plus.
Środowy trening, naprawdę dużo mi dał. Jeździliśmy krzyżaki, na każdym pasowało idealnie, nawet ja co nie co widziałam. Kobyłka zaczęła robi lotne, zapomina czasem o zadku ale jakoś idzie. Chociaż czasem o ułamki sekund wyprzedza mnie ze zmianą nogi, bo ja za nim zmienie ustawienie wszystkiego to troche czasu mija.
Dzisiaj ostatni trening przed zawodami. Skakaliśmy wysokości openkowe, zero wyłamań, zero zrzutek, raz przytupała i raz w szeregu wypadl nam daleki odskok ale pokryła super ^^
. Ze mną już gorzej, ale to chyba ten stres przd zawodami.
Nawet rury nas nie zjadły
Jutro lajtowo jeździmy na rozprężalni, mam nadzieje że się z kobyłką nie zabijemy, bo tam jest tak strasznieee :P I trzeba konika odpicowac porządnie! Następna notka pewnie po zawodach, chyba że wyląduje na Józefówie :D:D:D komentarze [6]
>> niedziela, 25 maja 2008 22:10:43 Co by tu napisac
Dni jakoś lecą, zawody za 12 dni na ich temat nie wiem nic i chyba wole zostac w niepewności do końca chociaż już żaden suprajs mnie nie zdziwi.
W środe treningu jednak nie było- całe zamieszanie z treningami zostawie bez komentarza
Jeździłam na Graficie, troche musiałam się na niego powkurzac bo nic mu się nie chciało, w czwartek też na niego. Katowałam się jazdą bez strzemion i wreszcie usiadłam w tym siodle. W piątek na Chubena, strasznie do przodu koń był ale ok znów się pomęczyłam bez strzemion ^^
Sobota hmm to co lubie najbardziej- skoki :D. Fakt faktem nie w Cwale, ale wreszcie poskakałam. Już nie pamiętam kiedy ostatnio szalałam nad metróweczkami... Rzucało mną na wszystkie możliwe strony, pewnie też dlatego że pierwszy raz na koniu siedziałam i niestety takie długie przerwy też robią swoje. Jechałam jakieś krzyżaki, stacjonatke i okserka ^^ uwielbiam :D . W czawartek trening jestem ciekawa co będzie i jak będzie
Daje jeszcze obiecane filmiki z treningu z kwietnia przed Pionkami, można zauważyc że nie siedze w siodle w ogóle :/
I tak zakręcony przeze mnie parkur :P nie zrozumiałam trenera ^^
>> środa, 21 maja 2008 23:28:13 Jest źle, niedobrze, nie tak jak powinno byc
Pierwszym pytaniem jakie mi się nasuwa, to dlaczego ostatnio tak zaczynają się moje notki.
Czemu mam oczukiwac i pisac że wszystko jest ok, dlaczego mam kłamac mówic że jakoś to będzie, mimo iż z każdym dniem jest coraz gorzej?
Dlaczego od prawie 14 miesięcy tułam się to tu to tam, bez większego postoju, bez konia z którym mogłam bym byc na dobre i na złe.
Czemu przed każdym treningiem muszę się martwic czy wsiąde, czy będe miała na co.
Dlaczego każde zawody musze jechac na żywioł bez przygotowania, i po co mam tyle robic i się męczyc, jeśli nawet kiedy nie będe nic robiła będe miała to samo czyli- "nic".
Tak to cząstka tego co mi chodzi po głowie...
Na treningi wracam chyba na Grafita, super trzecia osoba do tego konia...
Co do zawodów to treningi mi uciekają jak piasek między palcami, konia na zawody nie mam, pewnie będę musiała jechac na gorszej częsci naszych koni, ale czy ta gorsza czesc to nie jest przypadkiem całością? Oczywiście pomijając tu Gambita.
Przyszła mi dziś odznaka, jakoś mnie to nie cieszy.
W niedziele siwego wziełam na lonżownik, z konia jestem zadowolona, w stępie głowka poszła do dołu, oczywiście z lenistwa ale sam fakt że się rozluźnił, bo zawsze nawet w stępie chodził spięty. Galop wychodził jak na niego super, w kłusie i w galopie oczywiście koń sztywny, ale kiedyś do tego dojdzie.
Później odpoczywał na padoku.
owijasy trochę sie zsunął :P
Jeszcze coś z treningu na Sewilli
Dziś uczyłam się jeździc na zewnętrznej wodzy, będzie ciężko... damy rade. Dodaje filmiki z treningu na Sewilce może się uda je tu wrzucic, ale to juz nastepnym razem
"(...) Zaufanie, które budowali, można porównać do domku z zapałek - konstrukcja krucha, łatwa do zburzenia,a bardzo ciężka do zbudowania.Ale razem dali radę.Nic nie było już dla nich przeszkodą.Razem dokładali zapałki do ich domku...Gniady dawał dziewczynie tyle szczęścia, dostarczał tylu chwil radości, jakich nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić.Wiedziała już, że żyje dla niego, że jest po to, aby pokonać z nim każdy lęk, strach i ból.
Niestety pewnego dnia jednym, szybkim, zdecydowanym ruchem "ktoś" przekreślił ich pracę. "Ktoś" odebrał dziewczynie szansę, podobnie jak jej podopiecznemu. "Ktoś" wyjął jedną zapałkę, a cały domek legł w gruzach.
Świat dziewczyny, która była dotąd najszczęśliwszą osobą przechadzającą się po tej Ziemi, runął, upadł.Wszystko nagle przestało mieć znaczenie.Ona nie miała głosu, nie miała szansy, aby uratować tę miłość.Być może nie potrafiła docenić tego,co dał jej los ?Być może wykorzystała swoją szansę inaczej,niż inni by sobie tego życzyli?To pozostanie tajemnicą już na zawsze.
I zniknęła - zapomniana,niechciana.Z pustką w sercu i łzami na policzkach.Pozostały po niej tylko zapałki... (...)" Motyl ;(
The end of the story >> piątek, 16 maja 2008 14:49:16 Wiele jest ważnych głebokich słów ktore usłyszałam, dostałam?
czasem przestają być aktualne, czasem nabierają innego sensu, czasem stają się bardziej istotne
Wiele jest takich które pamiętam, które leżą gdzieś głeboko w sercu, nie do zapomnienia
wiele jest takich z których sie śmieje
wiele jest takich które kiedyś komuś wykrzycze w twarz
i mimo że bardzo dużo wysiłku kosztuje mnie zapamiętanie ich wszystkich
robie to
bo właśnie dzięki nim jestem jaka jestem
bo pamiętam
i czekam na odpowiedni moment kiedy będę mogła nawet te
które próbowały mi podciąć skrzydła
które wypowiadane były z szyderstwem
które wybijały nóż w serce
powiedzieć z uśmiechem na twarzy
z radością w sercu
Pisze żeby powiedziec że żyje.
Co do siwego tak jak tytuł mówi koniec, nie wiem czy na miesiąc, rok czy na zawsze. Z patentu na patent dostaliśmy wielokrążek, w środe było naprawde dobrze może nie ze mną ale z koniem, z tych paru jazd jakie na nim miałam ta była najlepsza. Wczoraj trening, niestety nie wyszlo. Nie wiem czy brak umiejętności, głupie patenty czy to po prostu taki koń, może wszystko razem. Chyba najbardziej boli to że mimo szczerych chęci się nie udało, nie lubie "przegrywac". Nawet zaczełam się łapac na tym że zawody mogą poczekac, że wcale nie musieliśmy jechac radomskich, przynajmniej nie ja na nim. Może za szybko się poddałam. Nie wiem ostatnio nic już nie wiem. Jak już się wali to po całości. Trener krzyczał na mnie ile wlezie, dobrze zrobił, należało mi się za moją głupotę, zresztą jak zawsze.
Z Kasią zaszalałyśmy ostatnio kobyłka coraz bardziej mnie zadziwia, bez wielkiego problemu skoczyła sobie dublebarka 80cm, nawet nie pukneła w drągi, na tej wyższej nawet nie przytupała, co ostatnio jej się zdarza :/. Jedyne co mnie nie pokoi to że strasznie broni się od kontaktu, nie wiem czy to ja za mocno, czy coś robię źle, ale się broni.
Nawet naszło mnie ostatnio na porównanie pierwszego naszego skoku, krzyżaka, przez którego przeszła przednimi i zatrzymała się bo nie wiedziała co ma zrobic, teraz kobyłka szaleje nad drągami. Dobrze może ktoś będzie sobie ją dalej rzeźbił.
Dziś zamiast stajni to w łóżku, trochę sie rozchorowałam... jakoś to będzie.
Starocie, których tu jeszcze nie było...
coś przypominającego skoki ^^
>> środa, 7 maja 2008 14:05:46 Nic mnie już nie usprawiedliwia :P. Miałam pisac w weekend ale nie wyszlo i tak dni leca a mi brak godzin w dobie.
Jakieś starocie z jazdy na Siwuchu
Pewnie nowością dla was nie bedzie, ze jechałam openke w Pionkach. Tyle zamieszania to jeszcze nie było...
Pierwsza wersja była że nie jedziemy ^^, później razem z P. miałyśmy jechac na Sewilce, nawet mialsmy mniec dwa treningi. Pierwszy się odbył poskakałam, nie było źle.
Było raz gorzej
Raz lepiej
W poniedziałek dostaje smsa że kobyłka kuleje, nie ma to jak pech w zeszłym roku, jak już każdy mi mówił że jak będe jechała jakieś zawody to na Motylu, to Motyl zerwał ścięgno... :(
Więc kolejna myśl nie jedziemy. We wtorek ostatni trening przed zawodami. No i wyszło że jade na Gambicie, oddając 3 skoki z kłusa na treningu super nie :P. Radomskie rok temu jechane też na żywioł na Sewilli były udane. W sobotę wreszcie odpoczełam psychicznie od całego tego zamieszania, fizycznie już mniej ale co tam. Połączyłam sobie odwiedziny dziewczyn w Makowie z wizytą w SKJ-cie. Nawet poskakałam, co teraz widze że było na plus. Przy okazji można by rzecz że pobiłam swój rekord, pojechałam stacjonatke 110 :). Bałam się że koń się zabije, ale żyjemy. Później Maków wsiadłam na kucola normalnie champion super :D siepał lotne jak zły :D.
Zawody bardzo fajnie, dużo stresu nie potrzebnie. Tylko nie dałam Gambitowi galopowac i zarwalam 2 pkt za czas no i flo nie dostałam, a takie śliczne były :(. Parkuru fartem nie pomyliłam, a miałam dylemat po jedynce czy jechac w prawo czy w lewo :P. Zadowolona jestem bardzo, tylko ta głupia norma wrrr.
Następne zawody to już nasz Radom, trzeba będzie dużo popracowac, bo błąd za błędem u mnie :D. Tylko że tak na dobrą sprawę to na treningi nie bede miala na czym wyjeżdżac... Ehh normalnie "każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje" moje życie jest bleeee i tyle xD
Siwulek chodzi ostatnio często po padoku :D. Przy okazji kiedy zbieram szkło z padoku to sobie za mną łazi :).
No to tyle see you ^^
P.s. ze zdjęciami sama się już pogubiłam, dziękuje Werze, Paulinie i MIsiPysi za zdjęcia.
>> sobota, 19 kwietnia 2008 21:47:25 Wiosna daje nam się we znaki, ujeżdżalania i padok wyglądają tragicznie po tych deszczach.
Z racji takiej że trening miał byc w środe byłam w stajni i jeździłam z P. siwego, zadowolona jestem z siebie i z niego. Problem był z zagalopowaniem na dobrą nogę, ale doszliśmy do porozumienia i poźniej było dobrze. Treningu nie było został przełożony na czwartek :)
Fot. Paulina
We czwartek do koniuchy miałyśmy skakac na pół z P. ale wyszło inaczej i tylko ja skakałam na Minarecie.
W sumie trening można skomentowac jedym słowem: masakra!
Przeze mnie nic nie wychodziło... jak zwykle... Trener był strasznie zły, a ja uświadomiłam sobie że psuje konia swoimi błędami. Przeglądałam również filmik z pierwszych skoków (bo później siadła pamięc w aparacie ) i chyba nikomu go nie pokaże bo aż wstyd...
Jedyne co wychodziło i nawet źle nie wyglądało to sam skok, chociaż nadal usilnie wychodze strasznie przed siodło i łydki uciekają. To tyle o samym treningu.
Foty Misia/Pysia
pierwsza przeszkoda w pierwszej lini
druga w pierwszej lini
pierwsza w drugiej lini
i druga w drugiej lini :P
Dziś w stajni czyszczenie siwego i pastowanie różnych pierdułek. Do M. nie pojechałam :/ głupia pogoda! I wsio koniec notki :P